"Pracuj nad sobą a z koniem się baw" Pat Parelli

poniedziałek, 3 lipca 2017

Lato w pełni

Wraz z nadejściem lata popsuła się (czyli poprawiła ;-) pogoda: zaczęło padać, woda w studni znów jest na przyzwoitym poziomie, tyle że łąki skosić nie można, bo ciągle pada (ciągle, jeśli idzie o koszenie/suszenie/zwożenie, bo tak "normalnie" jest przyzwoicie - warzywa rosną, łąki objedzone odrastają, na konia da się wsiąść...
I tu zgrabnie przechodzimy do kwestii na konia da się wsiąść... wsiadło się ostatnio na Szamana. Tzn. wsiadła Osoba jeżdżca klasycznie & tradycyjnie i od razu na głęboką wodę, czyli natural & west. Dość ciekawy eksperyment, bo Szaman pod siodłem nie chodzi od dawien dawna (ostatnio to pod Domą, gdy byłam w ciąży, czyli 5 lat temu - a potem to juz nie pamiętam... jedynie Gośka na oklep kilka razy stępem).
Jazda bez żadnego przygotowania z ziemi, ot tak po prostu: konia z łąki, siodło na grzbiet i hajda... no i Fisiu odmówił współpracy... znaczy nie chciał ruszyć z miejsca a jak już ruszył to zapodał po niedługim czasie serię baranów, pokwików pod nosem i pokazywał bierny opór. Im bardzie Osoba naciskała, tym bardziej Fisiek nie chciał... Chciał, nie chciał zamieniłam się z osobą na konie (huca oddałam, z którego grzbietu dawałam wskazówki) i wdrapałam się na Fiśka. Wysokość I piętra, ale ja z tego szoku całego wsiadłam "normalnie" z ziemi, bez żadnych stopieńków, pni drzew czy takich tam... jazda polegała głównie na staniu, bo Gamoń tak się rozochocił odniesionym nad Osobą zwycięstwem (zsiadła, wymiękła, ha!), że i mnie początkowo próbował zlekceważyć na swoim grzbiecie... Jak już raczył ruszyć (łyda-bat w wersji naturalowej rzecz jasna ;-) poprzestaliśmy na NAPRZÓD, WHOA, BACK-BACK-BACK przez parę minut i zsiadłam... taaaaa, taki Champion z ziemi a taka porażka z siodła...

P.S. dobra, siodło mogło mu nie pasować (mentalnie, bo equiflex full quarter), owady go niemiłosiernie gryzły, bo przed burzą było... niemniej co porażka, to porażka...

Siwe też nielepsze... odbębniłam na niej ostatnio ileś tam krótkich jazd, i o ile ta to leci ochoczo do przodu, to równowagi za grosz, potyka się zadem, w kłusie gaśnie, cofać nie chce, a jak już cofa to krzywo i głową trzepie jak idiota-folblut... focha pokazuje...Jakaś totalna porażka.

Huc tylko jest koń idealny: odpowiedniego wzrostu i gabarytów, ogarnięty psychicznie, ochoczy do roboty & do zatrzymania (GO equal WHOA, jak mawia mój Guru P.P.)

Nawet nie chce mi się wniosków wynikających z powyższego formułować, no bo wiadomo: dupa (własna) w trok, siodłać i do roboty. Motywacji mi brak. Pojechałabym gdzie do jakiego dobrego miejsca, gdzie jeżdżą western o podbudowie naturalnej... pojeździć na dobrze wyszkolonych koniach...

czwartek, 15 czerwca 2017

Wiosna, wiosna, prawie lato

Od 2 tygodni konie w lekkim "treningu" fizycznym. "Trening" polega na wieczornym przeganianiu galopem całego stada (ekonomiczna forma "trenowania" to jest ;-) Stado tylko za pierwszym razem podjęło ochoczo wyzwanie... Kolejne "treningi" polegały na próbie dekowania sie, ukrywania za innymi, umykania chyłkiem pod wiatę i próbach przeczekania (a nóż mnie nie zauważy?) Mistrzunio w tej dziedzinie to oczywiście Fisiek, ale Seniu-pensjonat też nielepszy ;-) Cóż, dla zdrowotności trzeba się ruszać, nie ma bata :-)

Jeździecko to u nas DUPA BLADA: tragicznie nie chce mi się wsiadać... Muszę się jednak w końcu zmobilizować i zacząć wsiadać choć na huca, bo ponownie nastała era "narybków jeździeckich", więc koń szkoleniowy powinien być ogarnięty ;-) Zwłaszcza, że "narybek" jest już podrośnięty i byle oprowadzanką się przestał fascynować. Chce czegoś więcej. I to już, szybko, teraz, zaraz...Trudna ta dzisiejsza młodzież jest ;-)
Inna rzecz z tym wsiadaniem, że zazwyczaj jestem sama z Potomkiem-Dziedzicem-Fortuny, więc średnio wykonalne jest skupianie się na "treningu" (jakimkolwiek, nie tylko z siodła) zerkając równocześnie, czy Potomek-Dziedzic-Fortuny czegoś nie knuje ;-)

 photo z20fejsa_zpsr9sbufvf.jpg

czwartek, 4 maja 2017

Majowa sielanka

Siedzę na wsi. I będe siedzieć, bo... kończę właśnie karierę pracownika korporacji... Po ponad 22 latach - "lekki" szok... Psychicznie dochodzę do siebie, póki co brak dalszych planów...

Z końmi za to sielanka. Relacje mamy, o jakich tylko pomarzyć; Siwe zaczyna chrumkać na komendę... Od czasu do czasu coś tam z ziemi, z siodła zdecydowanie rzadziej, ale jest potencjał... Podłoże już-juz było dobre, dziś w nocy zaczęło lać i lało do południa... znów toniemy w glino-błocie, z jazd nici.
Bramki padokowe już zbudowane 3, w planach kilka kolejnych (2 szt. nad nadrzecze, 1 szt. za okrągłym wybiegiem i 1 szt. na mały padoczek wzdłuż placu do jazdy).
 Konie przestały się (odpukać) włamywać na pozamykane kwatery, trawa odrasta... Wiosna to jednak pora roku napawająca optymizmem... mimo utraty pracy...

Dość intensywnie biorę się na fanpejdża na fejsbuku :-)
https://www.facebook.com/Rancho-Bella-Gracja-1464886630445154/

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

OGRODZENIA - up date

Nie jest najgorzej. Przez weekend jedynym włamywaczem na łąki, jakiego dopadłam, była... Siwka. Przeskakuje, gadzina!!!

Prąd poprawiony, elektryzator przewieszony na kwatery grubych wałachów, uziom zmieniony ze standardowego (30 centymetrów) na profesjonalny (100 cm). Chyba ostro bije, bo Reksia tak palnęło, że wiał z wrzaskiem, aż się kurzyło... W planach zmiana narożników na padokach ze słupków na kotwach na podkłady kolejowe (wbetonowane dla lepszej stabilności) oraz zmiana bramek na solidne drewniane...

czwartek, 20 kwietnia 2017

Wielkanoc...

Zysk ze Świąt taki, że 4 dni wolnego, mogłam zawalczyć z ogrodzeniami i pastuchem. Prąd zaczął bić (póki co, oberwała Rumba-suka oraz Paweł-człowiek. Oboje się nie spodziewali takiej zmiany w drucie koło królików ;-)
Czyżnie wycięte, cały obwód sprawdzony, prąd nie ucieka już, ale jeszcze nie wszędzie dopływa, bo z premedytacją poodcinałam niektóre kwatery... dodatkowo okazało się, że w Korpo siedzę obok kolegi po elektronice z domieszką elektryki, więc pozyskałam nowe informacje merytoryczne, które w weekend zamierzam wcielić w życie :-) Elektryzator mamy mocny (5,5 Juli), mam więc nadzieję, że po poprawkach prądowych poczynionych w ogrodzeniu konie od nowa nauczą się je szanować ;-) Dodatkowo podłączę drugi elektryzator w okolicach strasznych krzaków - zrobię 2 niezależne obwody, jak dawno, dawno temu... wtedy biło jak ta-la-ta ;-)

Jeździecko chwilowy przestój, bo pogoda fatalna, znów ślisko, bo popadało...

Akcja odpiaszczania koni przeprowadzona :-)

 photo 18035648_1652751118070134_2101545929_n_zpsm6wajvif.jpg

wtorek, 11 kwietnia 2017

OGRODZENIA

SIATKA LEŚNA SFORSOWANA!!!!! zerwane i zniszczone (rozplecione) 10 metrów siatki, 2 stalowe kotwy od słupków nośnych zgięte pod kątem 90 stopni... że o pozrywanym drucie 2 mm nie wspomnę...

Ta Sasi mnie wykończy ;-) włamuje się na wszystkie pozamykane łąki, na których ma urosnąć trawa! Potrafi przeleźć dołem pod siatką umocowaną 30 cm nad ziemią... albo przecisnąć się pomiędzy palikami wbitymi w ziemię co 20 cm...
Pal sześć jeszcze, że ona się włamuje... Za nią na łąki wbija się reszta koni! W sobotę wywalałam gady z łąki nad rzeką 5 razy!!!

P.S. zero jeździectwa w ten weekend, permanentne poprawianie ogrodzeń... pastuch słabo bije... studiuję elektryfikację wsi polskiej (póki co, wydedukowałam, że muszę dodać dodatkowe uziomy...)

środa, 5 kwietnia 2017

1-3 kwietnia 2017 - pojeżdżone :-)

Nadzwyczaj udany weekend :-) Dodatkowo wolny poniedziałek.

Codziennie jazda na Siwej - 3 jazdy w ciągu 3 dni. Tego jeszcze nie grali ;-)
Póki co, krótko, bez napinki, docieramy się na nowo, odświeżamy komunikację.
Z jazdy na jazdę coraz lepiej, Siwej zaczyna odpuszczać nerw, że się oto za nią, po 4 latach nic-nie-robienia, wzięli.
Testowałam siodło equiflex + różne pady i ostatecznie stanęło na starym dobrym czarnym padzie powietrznym Parellich (non-slip, theraflex)... A taką piękną kolekcję kolorowych czapraków west posiadam...!
W nadchodzący weekend - o ile pogoda pozwoli - może uda się ruszyć nieco poważniej.

P.S. Gośka wsiadła na Szamana (na oklep). Oboje byli w szoku ;-)

 photo blog_zpsrefyx0hl.jpg