Udało mi się wyrwać (jednorazowo, kilkugodzinnie) na wieś bez Kazia, co zaowocowało pierwszym treningiem lonżowania Bursztyna. Trening - szumne słowo: cała akcja trwała 10 minut i polegała na ślamazarnym kłusowaniu po dużym kole. Bursztyn zaskoczył mnie pozytywnie: nie lonżowałam klasycznie konia wieki całe a ze strony gniadego spodziewałam się oporów nie byle jakich a ten od razu grzecznie odszedł na koło i ruszył przed siebie. Jakby przez całe życie niczego innego nie robił, tylko chodził na lonży :-) Zmiany kierunku też bardzo szybko opanował (zmienialiśmy kierunek 6 razy), ustalić muszę tylko komendy głosowe i wio!
Spostrzeżenia po tym pierwszym trenowaniu następujące:
- bata się Kolega nie boi - po bożemy zrobiliśmy na początku ekspresowe friendly game, jak z carrotem (pierwszą próbę zarzucenia sznurka na grzbiet skwitował jednym krokiem bocznym, ale od razu zrozumiał, o co chodzi i stał spokojnie),
- podczas ruchu na kole ustawienie makabrycznie w górze, grzbiet odwrotny, szyja jelenia, mięśni mniej niż zero,
- zaprezentowany został chód a la jogg (dostrzegam zalążki predspozycji do west ;-)
- akcja zadu dość mizerna, ale gorsze rzeczy się widywało - zadami prawie dokraczał,
- pysk rozluźnił się mniej więcej w połowie pracy, Bursztyn zaczął wywalać na zewnątrz cały jęzor i oblizywać się, ze 2 razy cicho jakby-parsknął
- po koniec głowa zeszła jakby nieco niżej (jakby - podkreślam), choć przy zmianach kierunku ustawiał się bardzo nisko, z głową na wysokości mojego brzucha, co mu się w ogóle do tej pory nie zdarzało (plus mogłam go drapać za uszami i trzymać rękę na potylicy, co to święci pańscy, nigdy dotąd...)
Po wysiłku porcja meszu według starej dobrej receptury*, nie żadnej - broń boże - kupnej gotowej mieszanki-papki, w której to nie-wiadomo-co-zmielone-siedzi.
* siemie lniane gotowane z dodatkiem soli w dużej ilości wody przez co najmniej 30 minut, owies, otręby - podawane na ciepło.
Na Bursztyna wyraźnie pozytywnie wpływa zajmowanie się nim - jest bardzo chętny do współpracy, łapie kontakt, przykleja się do człowieka, przymila... Bardzo fajny koń :-) Oby jeszcze zaczął jakoś wyglądać...
"Pracuj nad sobą a z koniem się baw" Pat Parelli
sobota, 6 lutego 2016
środa, 3 lutego 2016
31 stycznia 2016 - nieśmiałe treningowe próby i co z tego wynikło...
...otóż w ostatnią niedzielę podjęłam próbę reaktywowania końskiej aktywności, mając na myśli głównie Bursztyna. Zabrałam mu jednak na placyk do towarzystwa Siwkę, żeby nie czuł się osamotniony w mozolnym przebieraniu nogami*
*...przebieranie nogami może się okazać dla osobnika stresujące, jako że wytrącające go ze stanu psychicznej równowagi: konie u nas zajmują się od dłuższego czasu głównie jedzeniem i wydalaniem; jak który kawałek zakłusuje, to już wielkie święto. Okazjonalnie zdarzają się jakieś małe przeganianki przy konsumpcji, mające na celu sprawdzanie, czy sąsiad nie ma aby jakiegoś smaczniejszego kąska siana... Przeganianki jednakowoż odbywają się na dystansie kilku kroków i wyglądają na pospieszne odmaszerowanie stępem. Ot i cała końska aktywność na Gawłowie...
Na polecenie ruszenia kłusem Siwka się od razu nabuzowała, zagalopowała, ciałko na kształt ogierzasty ułożyła i dawaj oblatywać mnie dookoła, pofurkując, powierzgując i okazując dobitnie niezadowolenie z wydanej komendy. Bursztyn chwilę za nią pokłusował, też wierzgnął zadkiem w moją stronę, ale zaraz sprytnie zaparkował i obserwował moje Siwej okiełznywanie (polegające na odangażowywanu zadu co krok ;-) Ponieważ celem było ruszenie chudego-gniadego a nie Faworyty, zwróciłam ku niemu swe oblicze a ten, niby taki niemrawy i bez-mięśniowy, dogalopował majestatycznie do ogrodzenia i spokojnie wyskoczył z placu manewrowego, co uczyniwszy przeszedł do stępa i powędrował do Senia pod wiatę siano konsumować...
Morał z takiego obrotu sprawy jest następujący: swobodny ruch nie dla Bursztyna, kolejne podejście będzie na śnurku :-) Na tę okoliczność nawet klasyczny bat do lonżowania zakupiłam ;-)
*...przebieranie nogami może się okazać dla osobnika stresujące, jako że wytrącające go ze stanu psychicznej równowagi: konie u nas zajmują się od dłuższego czasu głównie jedzeniem i wydalaniem; jak który kawałek zakłusuje, to już wielkie święto. Okazjonalnie zdarzają się jakieś małe przeganianki przy konsumpcji, mające na celu sprawdzanie, czy sąsiad nie ma aby jakiegoś smaczniejszego kąska siana... Przeganianki jednakowoż odbywają się na dystansie kilku kroków i wyglądają na pospieszne odmaszerowanie stępem. Ot i cała końska aktywność na Gawłowie...
Na polecenie ruszenia kłusem Siwka się od razu nabuzowała, zagalopowała, ciałko na kształt ogierzasty ułożyła i dawaj oblatywać mnie dookoła, pofurkując, powierzgując i okazując dobitnie niezadowolenie z wydanej komendy. Bursztyn chwilę za nią pokłusował, też wierzgnął zadkiem w moją stronę, ale zaraz sprytnie zaparkował i obserwował moje Siwej okiełznywanie (polegające na odangażowywanu zadu co krok ;-) Ponieważ celem było ruszenie chudego-gniadego a nie Faworyty, zwróciłam ku niemu swe oblicze a ten, niby taki niemrawy i bez-mięśniowy, dogalopował majestatycznie do ogrodzenia i spokojnie wyskoczył z placu manewrowego, co uczyniwszy przeszedł do stępa i powędrował do Senia pod wiatę siano konsumować...
Morał z takiego obrotu sprawy jest następujący: swobodny ruch nie dla Bursztyna, kolejne podejście będzie na śnurku :-) Na tę okoliczność nawet klasyczny bat do lonżowania zakupiłam ;-)
24 stycznia 2016 - chwilowy śnieg
Śnieżna-mroźna zima trwała (póki co) kilka dni, cud, że udało mi się kilka fotek wykonać...




Senator chów bezstajenny znosi bardzo dobrze, mimo, że zadebiutował 1 grudnia, czyli dość późno jak na wdrażanie do życia poza 4 ścinami przez 24 h.
Martwi nas natomiast Bursztyn - mocno zjechał z wagi (mimo, że nigdy nie był cielesnym tytanem) - toczymy od dłuższego czasu batalię odpasową, póki co, z efektami niezbyt spektakularnymi... Zjechanie z wagi objawia się u Bursztyna zanikiem konia od góry, czyli zero pleców... Zamierzam wprowadzić do gry ruch, bo póki co rośnie Bursztynowi głównie brzuch a sytuacja grzbietowa pozostaje bez większych zmian...
Jak tylko podłoże nieco się poprawi, zaczynamy ćwiczenia cielesne z głową w dole (co może być dość trudne, bo Kolega jest koniem wysoko się noszącym)... W niedzielę trochę pospacerowaliśmy, ale o jakiejkolwiek pracy mowy nie było - właśnie zaczęły się temperatury w okolicach 0 (ślisko), więc jedynie pochodziliśmy trochę w ręku po prostych...
Senator chów bezstajenny znosi bardzo dobrze, mimo, że zadebiutował 1 grudnia, czyli dość późno jak na wdrażanie do życia poza 4 ścinami przez 24 h.
Martwi nas natomiast Bursztyn - mocno zjechał z wagi (mimo, że nigdy nie był cielesnym tytanem) - toczymy od dłuższego czasu batalię odpasową, póki co, z efektami niezbyt spektakularnymi... Zjechanie z wagi objawia się u Bursztyna zanikiem konia od góry, czyli zero pleców... Zamierzam wprowadzić do gry ruch, bo póki co rośnie Bursztynowi głównie brzuch a sytuacja grzbietowa pozostaje bez większych zmian...
Jak tylko podłoże nieco się poprawi, zaczynamy ćwiczenia cielesne z głową w dole (co może być dość trudne, bo Kolega jest koniem wysoko się noszącym)... W niedzielę trochę pospacerowaliśmy, ale o jakiejkolwiek pracy mowy nie było - właśnie zaczęły się temperatury w okolicach 0 (ślisko), więc jedynie pochodziliśmy trochę w ręku po prostych...
niedziela, 27 grudnia 2015
24-26 grudnia 2015 - świątecznie...
poniedziałek, 14 grudnia 2015
1 grudnia 2015 - Senator na Gawłowie
..żeby nie było za nudno - dołączył do stada koń-parellista, Senator :-) Stado dogadane, chodzi w pod-grupach, Siwe chyba zdetronizowane, bo ustępuje miejsca Nowemu robiąc przy tym kwaśne miny...



Ucieczki gadzin definitywnie zakończone, grodzenie drutem 2 mm oraz taśmą 4 cm przyniosło efekty spektakularne (tfu! żeby nie zapeszyć ;-)
W weekend musiałam trochę podkręcić dyscyplinę, bo przed zimą wróciły do diety wysłodki a wraz z nimi końskie emocje przy karmieniu. Zwłaszcza, że co niektórzy dostają symboliczne porcyjki, żeby nie było im przykro i muszą przyglądać się, jak inni (Bursztyn i Nowy) konsumują o wiele dłużej ;-)
Tak poza tym nastała era błota i ciemności, więc marazm koński w pełnym rozkwicie - czyli święty spokój na padokach, zwierzyna snuje się, źre i wydala. I tyle w tym temacie.
Ucieczki gadzin definitywnie zakończone, grodzenie drutem 2 mm oraz taśmą 4 cm przyniosło efekty spektakularne (tfu! żeby nie zapeszyć ;-)
W weekend musiałam trochę podkręcić dyscyplinę, bo przed zimą wróciły do diety wysłodki a wraz z nimi końskie emocje przy karmieniu. Zwłaszcza, że co niektórzy dostają symboliczne porcyjki, żeby nie było im przykro i muszą przyglądać się, jak inni (Bursztyn i Nowy) konsumują o wiele dłużej ;-)
Tak poza tym nastała era błota i ciemności, więc marazm koński w pełnym rozkwicie - czyli święty spokój na padokach, zwierzyna snuje się, źre i wydala. I tyle w tym temacie.
poniedziałek, 23 listopada 2015
22 listopada 2015 - Dziady Kosmate...
...Jedne! Pościliśmy se z Kaziem konie na bagna (ulubiona baza Syna, zwłaszcza po mojej opowieści, że na bagnach było COŚ ;-) Puściliśmy nie bacząc na opowieści, jak to Durnie uciekają... i oczywiście uciekły. Mowa rzecz jasna tylko i wyłącznie o Durniach Grubych Wałachach. Siwka przyzwoicie nie poleciała w najgłębsze chaszcze, nie przeleciała po błotnistej rzece (woda się pojawiła, ale jeszcze mizerna dość), nie przerwała pastucha i nie pognała w siną dal. A Durnie Grube Wałachy i owszem. I to żeby się jeszcze dla przyzwoitości popasły choć chwilkę... Nie. Po spokojnym wejściu na kwaterę Fiś Dureń od razu powędrował w miejsce swojej ostatniej ucieczki, zobaczył, że dziurę w ogrodzeniu mu załatali, więc się z miejsca zdenerwował, walnął roll-backa, kwiknął, pierdnął, wierzgnął (wszystko w tym samym momencie), czym nakręcił Puchatą Kulkę Huculską i pooooszły taranem w chaszcze...
Szybko zostały Durnie złapane, ale wyrok na siebie podpisały...Guzik teraz rzekę i bagna zobaczą...!
A Bursztyn z tego całego naszego stada najprzyzwoitszy...W ogóle się spod wiaty z sianem nie ruszył... I pomyśleć, że do niedawna był to nasz Czołowy Uciekinier... ;-)
Grzecznie przyszły na zawołanie...

...grzecznie weszły na bagna...

...Siwe zbaraniałe... Gdzie oni są??

Szybko zostały Durnie złapane, ale wyrok na siebie podpisały...Guzik teraz rzekę i bagna zobaczą...!
A Bursztyn z tego całego naszego stada najprzyzwoitszy...W ogóle się spod wiaty z sianem nie ruszył... I pomyśleć, że do niedawna był to nasz Czołowy Uciekinier... ;-)
Grzecznie przyszły na zawołanie...
...grzecznie weszły na bagna...
poniedziałek, 2 listopada 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)