Heniu-Twardziel jest. Wygląda na to, że kryzys zażegnany; wrócił apetyt (
chrumkanie na widok treściwego), brak oznak bólowych, pokładania się, oglądania na boki, kopania w brzuch i grzebania
przodami. Dziś nawet ze
złym błyskiem w oku ścigał Fiśka po padoku :-)
Wyniki krwi, jak na konia
wiekowego, bardzo dobre. Żeby nie zapeszyć: jeszcze nie nadeszła Heńkowa
pora :-)
Piątek nad wyraz łaskawy; z pracy
puścili nas już o 12.00, zaraz miałam pociąg, na wsi słońce i niemal bezchmurne niebo! Bardzo optymistycznie.
Zebrałam się w sobie; pojeździłam na
Hucu, jak na nas to nawet dość intensywnie ;-)
ruszyłam Siwe z ziemi...
Z
Hucem głównie jazda
terenowa po górkach i
follow the rail wokół okrągłego wybiegu (
po zewnętrznej), czyli częściowo przy
Strasznych Krzakach. Tak,
krzaki pod jeźdźcem są niezmiennie po wielokroć bardziej straszne, niż
krzaki samotnie penetrowane przez konia. Jestem w stanie to zrozumieć. Taki
Huc pewnie
wygłówkował, że sam to może i zdąży
- w razie czego - umknąć, ale z moim 54 kg na plecach to już niekoniecznie ;-) W każdym razie od czasu do czasu przy Krzakach robiłam postój. Wystarczyły 2 powtórzenia by
Huc uznał, że to
obligatoryjne miejsce na odsapnięcie :-) Ale
krzakowa straszność jakoś się od tego nie zmniejszyła ;-)
Z Siwym zabawy z siodłem; tak się
zwierzę wyuczyło, że od razu
gna na koło i zaczyna kłusy z nosem przy ziemi :-) Trochę to
niesubordynacją trąci, ale Faworycie sporo rzeczy
uchodzi na sucho; nawet bezczelne
trykanie mnie głową, żeby ciastko wymusić ;-) Rozbestwiłam siwego konia,
że hej ;-)) Na szczęście jest to koń na tyle zdyscyplinowany, że w każdej chwili mogę przerwać
siwe dowcipkowanie. Z Fisiem czy Hucem tego typu
głupotki nie wchodzą w rachubę, od razu jest z mojej strony wyraźna reprymenda.
Potem na chwilę spacer z
siwym koniem za bramę, ku rozpaczy
pozostałych, czyli Fiśka, który za każdym razem składa głośny protest na tak oczywistą dyskryminację Jego Osoby.
Kolejne dni (
sobota-niedziela), z racji
aury paskudnej, wykreślone z życiorysu. Ale poniedziałek całkiem znośny, jeśli nie liczyć porannego - 4 st.
Święta, nie Święta wzięłam się za poprawianie ogrodzeń. Jak się ma
trzodę, to Święta są
dniem powszednim ;-) Po zimie sporo
poprawek trzeba wykonać, bo zaraz się okolica zazieleni i będą kombinacje
co niektórych, jak tu się dobrać do tego, co niedostępne a kuszące...
W ramach
dobroci serca udostępniłam koniom korytarz na jednej z kwater,
ledwo co zielonego tam rośnie, ale zwierzaki zadowolone
jak diabli.
Huc się oczywiście zaraz
obesrał i tak sobie myślę, czy to aby nie będzie zapiaszczenie jakie a nie nadmiar zielonego (
bo niby skąd ten nadmiar???) A
Huc - wiecznie głodny pulpet - notorycznie podłoże
przepatruje w poszukiwaniu czegoś jadalnego, to i piachu z pewnością się
nawciąga... Pora na zakup łuski
płesznika, zdaje się... A i w
BIOGEN-K warto się zaopatrzyć, bo niebawem odrobaczanie nas czeka...
Przyjazd konia z
Vivy! na razie zawieszony, stado adopcyjne całe
zaświerzbione... :-(