"Pracuj nad sobą a z koniem się baw" Pat Parelli

niedziela, 6 stycznia 2013

Nowy członek Parelli Team na Rancho Bella Gracja

Brzuch Kazik okazał się brzuchem dowcipnym i postanowił przejść w inny stan skupienia dokładnie w Sylwestra ;-) Jak postanowił, tak uczynił. Czy raczej uczyniono mu (cesarką). Dokładnie o godz. 16.00.
I tak oto za chwilę będziemy mieć nowego adepta PNH na Rancho Bella Gracja ;-)

P.S. Jakby która z Pań chciała schudnąć, polecam spędzić czas ciąży w Gawłowie. Prace przy oborniku, trenowanie naziemne zwierzaków i inne takie... Mogę zaświecić przykładem: aktualnie ważę 1,5 kg mniej niż w epoce przed brzuchem Kazikiem ;-) Cieszta się konie, że nie przeobraziłam się w opasłego kaszalota ;-)))


 photo IMG_0081_zpsde130cdd.jpg



środa, 26 grudnia 2012

Świątecznie

Tym razem - Drugi Dzień Świąt. I wyjątkowo spokojnie. Wszędzie lodowisko... I wiosna w powietrzu. Siwe od razu jakby lekko zakochane w Hucu... Nie rozumiem ciągot ślachetnej do prymitywnego typa... ;-)

HPIM0005_zps7ec19e59

HPIM0004_zps26913350

HPIM0013_zps6fdf4748

HPIM0016_zps32038af1

HPIM0021_zps6ddc9ac4

HPIM0015_zps864e6534

HPIM0022_zps43200f91

HPIM0024_zpsf75e39a8

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wariacje Wigilijne

Dziś udało mi się sprowokować konie do wygłupów. Przyczynkiem stało się połączenie dwóch mini-stad w jedną całość. Towarzystwo dość długo ze sobą nie obcowało, więc na zachęcający cmok z mojej strony rozpoczęły się wariacje. Siwka wystartowała od razu, za moment dołączyli Fisiek i Huc. Nawet Dziadek nie pozostał obojętny na eksplozję dobrego humoru...

HPIM9946_zpsc6296458

HPIM9947_zps154f9496

HPIM9949_zps5786bbda

HPIM9950_zpsf8949649

HPIM9951_zps00d5a137

HPIM9958_zps55e76d37

HPIM9975_zps31f794e9

HPIM9974_zpsc8920ba0

HPIM9980_zps2efe906b

HPIM9983_zps2a76e6b1

HPIM9966_zpsca2fbede

HPIM9967_zps02607e70

HPIM9971_zps620731be

HPIM9979_zps981e891b

HPIM9968_zpse4dc2096

HPIM9981_zps1e513e9c

HPIM9990_zpse19ca4f8

HPIM9984_zps84ce390c

czwartek, 20 grudnia 2012

-12 w dzień to lekka przesada ;-)

Nie żebym jakoś szczególnie nie lubiła zimy, ale targać przez zaspy siebie w kompakcie z brzuchem Kazikiem komfortowe nie jest ;-)
Brzuch Kazik już na wyźrebieniu, 30 grudnia jadę do szpitala się pokazać w celu podjęcia decyzji, czy już, czy jeszcze nie. Czyli Sylwester, zamiast w towarzystwie koni (co roku towarzyszę stadu na wszelki wypadek na okazję fajerwerków), może być na położniczym z Kazikiem (mam nadzieję, że Kazik nie okaże się wrzeszczącym RBE, bo po wyźrebieniu mam ambitne plany końskie ;-)

Konie dzielnie znoszą mrozy, sople na wąsach wiszą, sierść postawiona, ale żeby zimno im było - nie wygląda. Okolice serca i za uszami ciepłe. Nawet, gdy pada i konie mokre. A cholery takie są, że nieszczególnie pod wiaty się chowają; raz już wpadłam w małą panikę na okoliczność dziadka-Heńka (śnieg wali, zawieja i zawierucha a zza węgła, spod wiaty, jeno siwy dziób wygląda). A Dziadek se poszedł na najdalszy padok nadrzeczny i pod linią krzaków stojąc coś tam kopytem, spod śniegu wygrzebywał...
Szamany (Fiś i Huc) - nawet jak im otworzę łaskawie podwórko i mają dostęp do wiaty siennej - to i tak sterczą na pierwszym padoku zastodolnym, na swoich stanowiskach do karmienia... Bo jak mi się nie chce łazić i rozrzucać (a obarczonej Kazikiem może mi się nie chcieć ;-), albo gdy mocno wieje i śnieg pada, podaję koniom siano w kupkach...
Fisiek sterczy zatem na górce a Huc przy eks-gnieździe sikory (nie tej sikory, która się za nóżkę w mysią pułapkę onegdaj złapała, ale takiej, co ją wzięłam za nietoperza... Jakby kto był ciekawy, to mogę opowiedzieć, choć to historia nie-końska jest ;-)

HPIM9919_zpsc3433b74

HPIM9916_zpsf923113c

HPIM9923_zpsb53d4f88

HPIM9926_zpsdd3e6784

Aaaa, zapomniałem o newsie dnia napisać: Siwe mi dziś odchrumknęło na moje chrumknięcie :-)))
Dwa razy, przy dwóch kolejnych wizytach u koni... Czujecie? Żeby dzikie RBE gadało na komendę??  Bezcenne :-)))

piątek, 7 grudnia 2012

Zima...

Od paru dni mróz. I dobrze. Przynajmniej błota nie ma... Siano można swobodnie rozrzucać wszędzie po ździebełku a nie tylko na pagórkach systemem kupek (bo wdepczą w błoto i zmarnują).
Śnieg też obrodził (dziś 2 razy odśnieżałam), Siwe i Heniek już nie myślą o wypadach na sienną łąkę, bo takowa przestała istnieć. Znaczy istnieje nadal, ale trudno toto nazwać obecnie łąką. Raczej zaśnieżonym polem ;-)
Jeszcze wczoraj był bulwers, że nie puszczam, ale dziś dały za wygraną. Wczoraj bowiem z samego rana odrobaczyłam całe stadko (chodzące cały czas parami na oddzielnych padokach) a wiadomo: po odrobaczaniu siedzi się na kwarantannie, czyli na mniejszej przestrzeni, żeby się wykupić, kupy sprzątnąć do czysta i tym samym ewentualną inwazję z wydalonych jajec (czy innych robaczywych postaci), które są w stanie poza koniem przetrwać, unieszkodliwić.
Odrobaczanie zupełnie bezproblemowe u całej czwórcy; Fisiek tubę od razu do paszczy capnął, jeszcze nie zdążyłam się dobrze przygotować, Huc grzecznie, spolegliwie, acz bez Fisiowego nachalstwa do konsumpcji, Heniu głowę zadarł na widok strzykawy, ale zaraz ją opuścił (czego to ja właściwe chciałem tam w górze, hę....?) i całą dawkę ładnie przyjął (bez prób wypluwania, co miewał we zwyczaju). Siwe trochę się zboczyło (znaczy zerkało boczkiem jednym okiem, z przekrzywieniem główki), ale powodem była raczej Coca siedząca u siwych stóp (vel kopyt) - podejrzewam w martwym polu - a Siwe woli Cocę mieć na oku, bo parę razy już buziaczka w nos od Coci dostała. Siwe najwyraźniej za pocałunkami z psami nie przepada ;-)

sobota, 1 grudnia 2012

Bieżące

Krótko, co u nas:

- Siwe wczoraj na łące zaproponowało lewopółkulowe wcielenie swojej osoby: na sygnał przyleciała do mnie kłusem zamaszystym z samego krańca łąki. Dolatując zaczęła wywijać głową buńczucznie, ekstrawertycznie i lewopółkulowo. Odesłana na koło odbiegła żwawo posyłając w moją stronę tłustawy (na miarę folbluta, czyli nieprzesadnie grubaśny ;-) zadek - ale ze słusznej, niegroźnej dla mnie odległości ;-) Wracając znów trzepanie głową i wesołe pobryki... I tak parę razy z rzędu. Chody boczne energiczne i z lekkim sprzeciwem na obliczu, też na wesoło... Figlować się chce koleżance, jak nic... A ja nieszczególnie teraz się nadaję do ekstrawertycznych występów... ;-) Ale coś usiłuję, żeby nie wyjść w oczach Siwej na frajera ;-))
- Huc zaczął na mój widok wydawać z siebie głos. Boże, wszystkiego bym się spodziewała, tylko nie tego. Milczący Huc z wiecznie obrażoną miną (chyba, że ciasteczko) przemówił!!! czasem nawet odezwie się przed Fiśkiem... Ludzie, świat się kończy...
- a Fisiek... ostrzyżony. A nie mówiłam, że wracamy do starego uczesania?

HPIM9890

HPIM9892
























Coci z Hucem potyczki:

HPIM9897

HPIM9903



niedziela, 25 listopada 2012

Postrzyżyny...

...całkiem nieplanowane... Padło na Huca a potem w przypływie weny fryzjerskiej i na Fiśka (ale tylko trochę, póki co...)
Huc od paru miesięcy paradował z grzywką na sztorc, w której kupa rzepów. Niby coś tam wyskubywałam, ale z niezbyt spektakularnymi efektami. W końcu się zeźliłam i wdrożyłam plan, z którym nosiłam się od dawna: obcięłam Hucowi całą grzywkę, na łyso. Jakoś tak idiotycznie wyglądał z bujną grzywą i bez-grzywką, więc i grzywę mu obcięłam jednakowoż nie całkiem. Ale za to krzywo i siermiężnie.
Finiowi najpierw ciut skróciłam ogon (do ziemi miał), potem ciut grzywę i grzywkę... Ale wygląda idiotycznie, więc jak się zbiorę w sobie to chyba wrócimy do naszej dawnej fryzury, na zero. Bo już mi się look Fisia z długim włosem a la gej lekko znudził ;-)

No dobra... O bzdetach ostatnio piszę, ale nie bardzo się u nas dzieje. No bo, że karmię (konie) i kupy z padoków sprzątam codziennie to oczywiste. Przy okazji Kazio wdraża się do operowania narzędziami ;-)
O bzdetach będzie jeszcze przez jakiś czas, ale już niebawem rozwiniemy skrzydła... ;-)

P.S. 1:
Żeby nie było, że bzdety tylko: codziennie się edukuję naturalnie; aktualnie na tapecie DVD z Mastery Lessons, onegdaj nie-do-oglądane.
Wczoraj akuratnie padło na LBI  (Issue 3, April 2010, z serii Ask Linda), dziś przy okazji postrzyżyn poprosiłam Huca o parę drobnostek (zasada: mniej znaczy więcej) i Huc nie dość, że ochoczo wykonał, to nawet się do mnie uśmiechnął :-) Może już wie, że z narybkami koniec i wkrótce nadejdzie pora na odbudowywanie naszych dawnych jeździeckich relacji. I już się na samą myśl o tym cieszy ;-)
P.S. 2:
A tak poza tym to - ku rozpaczy Oblubieńca Z. - włączył mi się typowy dla ciężarnych (wyczytałam w necie ;-) syndrom wicia gniazda. Więc remont i gruntowne porządki w chałupie  - pełną parą. Co ciekawe, syndrom ów rozciągnął mi się i na końskie przestrzenie i tu też usiłuję mozolnie coś usprawniać i ulepszać ;-)