"Pracuj nad sobą a z koniem się baw" Pat Parelli

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozmowa "po arabsku"

Dzień bardzo pracowity. Dla Białej. Dwie sesje treningowe oraz werkowanie. Tak się arabką zajmowałam, że naszych nawet absorbiną wypsikać nie zdążyłam...  Biała i Heniu się tylko załapali...
Poznikały jusznice, pojawiły się za to roje klasycznych czarnych błyszcząco-dupnych much oblepiających końskie głowy, włażących do oczu... Jest jednak nadzieja, że niebawem jesień i muchi szlag trafi...

...żeby Biała była zadowolona z mojego pojawiania się na wsi, to nie powiem... Nasi przydylali od razu, były chrumki, napraszanie się, przymilanie; Siwe muskało mnie pyszczkiem po włosach, Fisiu próbował ją odsuwać i ładować się na pierwszy plan...
Jednym słowem sielanka i marzenia każdego koniarza, takie zwierzaki mieć...

 photo HPIM0868_zpsb12de458.jpg
Huc jak zwykle pierwszy mnie dostrzegł...

 photo HPIM0870_zps6c70a811.jpg
...ale to Siwa-Alfa rzuca zazwyczaj hasło idziemy! :-)

 photo HPIM0872_zps311b8ccd.jpg
Żeby sprawić im przyjemność, otworzyłam im na parę godzin ostatnią kwaterę z dostępem do rzeki... Po prawdzie, nie powinnam, bo zapasienie naszych jest zawstydzające... I niby od czego??? Od dwóch tygodni mieszkają na zastodolu, gdzie trawa symboliczna... Siano reglamentowane oraz trochę owoców i warzyw... A proszę, jak wyglądają, Beczuły Jedne...!!

 photo HPIM0873_zpsb8a538d5.jpg

...Stada nadal rozdzielone, poszłam potem do Henia, ten też od razu do mnie witać się i pokazywać, że muchy; Biała za nim. Żwawo i energicznie ku mnie, ale im bliżej mnie, tym jej mina stawała się coraz szpetniejsza... W odległości około-metra uszy były już tak płasko, jakby ich w ogóle nie było....
Była więc od razu na dzień dobry mała dyskusja w temacie kolejności dziobania, która dała Białej do myślenia, bo zaraz zaczęło się żucie i łaskawe pozwolenie na pogłaskanie łopatki ;-)

 photo 5166868b-05ca-45da-b50b-d3cc5ac21056_zpsaf2298fa.jpg
Powitanie...

 photo HPIM0880_zpsaa45e024.jpg
... a im bliżej, tym serdeczniej... ;-)

Biała przytyła, zrobiła sobie z grzywki dreda (rzepy) i, zdaje się, nieco zdominowała Henia. Nie żeby jakoś przesadnie, ale zauważyłam, że po rzuceniu koniom świeżego zielska, Biała przyszła od razu a Henio został nieco z tyłu nie kwapiąc się zbytnio do podejścia... Ale jak podzieliłam strawę na 2 kupki i jedną mu podrzuciłam, od razu przystąpił do konsumpcji. Takie małe spostrzeżenie ;-)
...Wymyśliłam, że wypadałoby przywrócić stary ład, czyli dać Siwą-Alfę do Henia (a tym samym i do Białej), ale póki co są to plany. Nie powinno być większej rozpierduchy, bo Biała wyraźnie lgnie do Siwej przez ogrodzenie; chrumka, nawołuje, oczy wypatruje... Czasem nawet noski-noski zrobią i Siwe jakoś szczególnie się do bitki nie wyrywa... Mam nadzieję, że nie oznacza to oddania palmy pierwszeństwa w stadzie Nowej ;-)

Sesja treningowa nr 1
Zakładanie kantarka poszło nadzwyczaj szybko, bo z marszu niemalże. Jak już Biała dojdzie do wniosku, że unikologia nie jest dobrym pomysłem, bo kosztuje konia sporo wysiłku i powoduje niewygodę, sama wkłada nos w sznurki; pracujemy jednak nad trzymaniem głowy w niskim ustawieniu przez cały czas a nie tylko w momencie wkładania w sznurki nosa ;-) Widać już pierwsze zaczątki possitive reflex w tej dziedzinie: głowa idzie w dół i w moją stronę, gdy stoję przy zakładaniu kantara w strefie 3 :-)

 photo HPIM0885_zps4c2bfce9.jpg
Jak się już Białej założy kantar (lub chociaż położy linę na szyi) zaczyna się z niej robić pozornie w miarę normalny koń.

Zaraz po założeniu kantarka Biała zainteresowała się stojącą obok wiaty butelką czarnej absorbiny, podeszła i bez zachęty dotknęła ją nosem. Znaczy touch it mamy opanowane bez żmudnej nauki, jak to było w przypadku Siwej, zanim jej się wdrukowało na amen, że wszystko, co nowe najpierw oglądamy, badamy, dotykamy a dopiero potem podejmujemy decyzję wiać, czy nie wiać (...wianie się jeszcze nie zdarzyło; po dotknięciu, Siwe nawet jeśli pozostaje czujne i sceptyczne, czeka na dalsze wskazówki z mojej strony...)
...uznałam, że z Białą nie ma co klasycznie, zgodnie z instrukcją game number one, game number two, game number tree... tylko od razu naturalnie na głęboką wodę. Były więc od razu początki stick to me, travelling circling game, zmiany kierunku podczas okrążania, synchronizacja w stępie z nagłymi zatrzymaniami i cofaniami, cofanie ze strefy 3 i różne inne drobne rzeczy, które wyszły w trakcie...

Spostrzeżenia:
- na początku byłam dla Białej nieco przezroczysta; znaczy ja sobie, Biała sobie. Dość szybko jednak uznała, że wypada zwracać na mnie baczniejszą uwagę ;-)
- zdecydowana preferencja, jeśli chodzi o patrzenie na człowieka lewym okiem; są więc manipulacje, jak tu człowieka przechytrzyć, gdy się upiera przy oku prawym...
- ruch w prawo zdecydowanie gorszy (zapewne pokłosie owego ulubionego oka lewego ;-) widać to szczególnie podczas okrążania i zmianach kierunku z lewej na prawą - są małe sprzeciwy, próba uciekania w cofanie, ale w porównaniu z tym, co kiedyś wyczyniał Huc, jest to wielkie nic;-)
- ogólna niechęć do ruchu; Biała gaśnie na kole - maksymalnie udało się jej przekłusować 1,5 okrążenia bez korekty (w wersji klasyczne circling game, tzn. bez mojego obracania się). Przy silniejszym odesłaniu jest trzepnięcie głową, foule galopu, szybszy kłus z fazą zawieszenia (ma ruch, skubana!), ale po chwili jest przejście do stępa... Nie upierałam się, jeszcze się Biała don't change gait, don't change direction nauczy ;-) Tak na marginesie podejrzewam, że problem może być związany z fa-tal-ny-mi kopytami...
- psikanie sprayem (absorbiną) nie stanowi dla Białej większego problemu, ale nie, żeby była zrelaksowana przy tej czynności...
- tendencja do koszmarnie wysokiego ustawienia; przebudowane mięśnie oporu (spód szyi), odwrotny grzbiet... Powód widoczny jak na dłoni: złe emocje (nie lubi, nie szanuje, nie ufa, boi się ludzi...)
- człowiek w strefie 3. - a zwłaszcza ułożenie liny na kłębie i ustawienie się jak do wsiadania - momentalne spięcie, głowa w górę, grzbiet odwrotny...
- sygnał do relaksu wywołuje agresję - hmmm, czy Biała rozumie po końsku? ...bo jak parsknie się do naszych, zaraz się rozluźniaja i często odparskują. Biała parsknęła, ja jej odparsknęłam a ona uszy płasko i wąż głową w moim kierunku... I weź tu z taką gadaj, jak ona nawet własnego języka nie rozpoznaje ;-)

Sesja treningowa nr 2
...zanim nastąpiła, przywlokłam na plac beczki, żeby włączyć do gry pierwsze obiekty. Oraz przywołałam fotografa, żeby udokumentować nasze z Białą wyczyny ;-)

 photo P1020399_zps501ed567.jpg

 photo P1020402_zps5d551031.jpg

 photo P1020410_zps07ed514f.jpg


 photo P1020416_zpsdebc8c01.jpg

 photo P1020425_zpsa585d4c0.jpg

 photo P1020422_zps88ab0e86.jpg

 photo P1020434_zpsceae7398.jpg

 photo P1020435_zpse60e9ac3.jpg

 photo P1020436_zps8407ac64.jpg

 photo P1020467_zps18003101.jpg

 photo P1020473_zps65b00144.jpg

 photo P1020504_zps4f7411f9.jpg

 photo P1020471_zps5e8710a3.jpg

 photo P1020512_zpsb930bdf5.jpg

 photo P1020515_zpsc2563acb.jpg

 photo P1020527_zps1b9c2ba2.jpg

 photo P1020532_zpscbcc44f5.jpg

 photo P1020568_zps63e1c117.jpg

 photo P1020554_zps35675e10.jpg

 photo P1020574_zpse6bd1b31.jpg

 photo P1020557_zps56981472.jpg

 photo P1020560_zpsb4ec178b.jpg


 photo P1020581_zps9ec93f2e.jpg

 photo P1020586_zpsd8326930.jpg

 photo P1020653_zpsabfe74a4.jpg

 photo P1020655_zpsd9a0d3a5.jpg

 photo P1020627_zpsc0f404b0.jpg

 photo P1020598_zpse5ba9987.jpg

Werkowanie
W tej dziedzinie - kto by się spodziewał - Biała okazała się koniem niemal idealnym. Z. zwerkował, póki co, przody, które wołały o pomstę do nieba. Pazur skrócony o kilka centymetrów (!), wyłożone ściany&kąty wsporowe przycięte, podeszwa oczyszczona z martwego i wypukłości...
Podczas werkowania arabka stała drzemiąc, linę trzymałam jedynie pro forma; od czasu do czasu wyłaził jednak z Białej jakiś demon przeszłości, bo kładła uszy, robiła bardzo szpetną minę w kierunku pleców Z., po czym znów zapadała w drzemkę...
Problem pojawił się przy wyciąganiu nogi do przodu; Biała lekko spanikowała i wykonała mały odsadzający odskok; wyglądało to na połączenie prawej półkuli z niedogodnością natury fizycznej, ale po kilku powtórzeniach spokojnie trzymała wyprostowaną nogę...
Pierwsze kroki na nowych kopytach wykonała arabka nieco pokracznie, ale już za chwilę spacerowała od piętki :-)

Na koniec zdjęcie kantarka i..., ponieważ Biała nie kwapiła się do odejścia, króciutka sesja na wolności. I tutaj nota celująca, proszę Państwa :-))) Żeby nie powiedzieć, nieco mnie zatkało... Ale, jak to mówią, don't assume ;-)



środa, 31 lipca 2013

Ostatnie spotkanie z Arabką - spotkanie nr 4

...ostatnie w jej dotychczasowym miejscu pobytu... Arabka zawitała dziś na Gawłowo :-)

Póki co, nasi siedzą na zastodolu (obrażeni i niepocieszeni na początku byli, ale udostępniłam im wielki stóg z sianem, więc się odbrazili ;-) a na towarzystwo dla Białej wytypowany został stateczny Dziadek-Heniek. Gwoli ścisłości sam się wytypował, bo na widok Arabki prowadzonej przeze mnie naszą polną drogą (wyładowałyśmy się z przyczepy się na drodze głównej i ostatnie 500 m. przeszłyśmy z buta-kopyta) Heniu na łące zbaraniał, przybrał postawę konia-młodzieńca-ogiera i przygnał do ogrodzenia galopem. A umizgom (początkowo na odległość) i wymianom rżeń powitalnych końca nie było ;-)

 photo P1020038_zps14990e26.jpg
Te, Fisiek, nie żryj, patrz!!!!

 photo P1020031_zps923ddc85.jpg
????????

...środa to w ogóle był dzień zwariowany. Wzięłam dzień wolny, wstać musiałam skoro świt i hajda na pociąg. Potem galopem zgromadzić klamoty (m.in. sedalin, tak na wszelki wypadek) i biegiem do Arabki. Bo pociąg powrotny 14.48 a tu trzeba Białą złapać, załadować, przywieźć i zaznajomić z nowym miejscem.
...Arabkę zastaliśmy wygrzewającą się pod domem. Na luzie. Wystarczył jednak jeden krok w jej stronę by uszy poszły na płask a Arabka zaczęła oddryfowywać w kierunku swojego domku dla kóz. Podryfowałam za nią nakazując nieco energiczniejszy od-dryf, co spotkało się z wielkim niezadowoleniem wyrażonym zacinaniem ogonem (młynki 360 stopni ;-) i wężowaniem głową. Na wejście do domku nie pozwoliłam zablokowując ją i kierując w narożnik zagrody. Domek był zresztą zajęty przez drzemiącego w drzwiach kuca ;-) W narożniku odstawiłyśmy z Białą małego walczyka (kroczek w prawo, kroczek w lewo, do przodu, do tyłu); Arabka próbowała mnie wymanewrować i uciec na otwartą przestrzeń, ja niweczyłam jej starania. Po paru minutach doszłyśmy do porozumienia, czyli Arabka dała za wygraną :-) Kantarek został założony, poszłyśmy na spacerSpacer polegał na ogarnięciu dyscyplinarnym, czyli uwrażliwieniu  na komendy wydawane przez człowieka - ćwiczyłyśmy synchroniczne zatrzymania, ruszanie, przestawianie wybranych części ciała. W międzyczasie daliśmy cynk zaprzyjaźnionemu przewoźnikowi, że może przybywać (nie umówiłam się na konkretna godzinę, bo nie wiedziałam, ile czasu zajmie mi łapanie Białej).
...na widok podjeżdżającej przyczepy Biała wyraźnie się ożywiła i z-arabiała: chrapy rozdęte, wytrzeszcz, szyjka w łuczek, wzrost 2 metry... Niby prawa półkula, ale przyczepa wyraźnie ją zaciekawiła... Czyli raczej arabska adrenalina ;-) Zaczęłyśmy powoli podchodzić, z małymi przystankami na pokonywanie mini-progów... Załadunek poszedł gładko (sedalin okazał się zbędny), choć niezupełnie, bo na drodze (a raczej na trapie ;-) stanął nam mały falabelek, który najwyraźniej też chciał się wybrać na Gawłowo ;-)
Incydent miał jednakowoż miejsce, bo wzmiankowany falabelek biegł za odjeżdżającą przyczepą a po otwarciu bramy zgrabnie wyskoczył na drogę... Tu na szczęście lekko zbaraniał (o matko, gdzie ja jestem???), więc udało mi się go z powrotem na podwórze zagonić... Zaczęły się jednak wrzaski i piski: darła się i Arabka w przyczepie (przytupując), i mały zza bramy, kombinując jak tu za nami lecieć...
...podróż przebiegła spokojnie (około 8 km.), Arabka po wyładowaniu miała jedynie lekko spocone słabizny.
Wyładowałyśmy się na drodze głównej, żeby nie tłuc się po naszej wyboistej, zagruzowanej drodze. Biała potoczyła wokół wytrzeszczonym okiem, trochę porobiła araba i łapczywie (nieco prawopółkulowo) rzuciła się na przydrożną trawę. Koni naszych w oddali początkowo nie dostrzegła.

 photo P1020026_zps1f0481dc.jpg

 photo P1020023_zpsa5a50627.jpg

 photo P1020024_zpse1226f81.jpg

...po drodze ćwiczyłyśmy zatrzymanie (na komendę WHOA!) i ruszanie. Z naciskiem na błyskawiczność reakcji. Bardzo szybko przyswoiła. A z emocji zapomniała o kładzeniu uszu, więc wyglądała jak zupełnie normalny koń ;-)

 photo P1020029_zpsc6b66a6f.jpg

Nawet parę małych wypłochów po drodze było; bo betony przydrożne chciały ją zeżreć... Prawie z Siwą można było ją pomylić... ;-)
...Heniu dostrzegł ją jako pierwszy i z wrzaskiem przyleciał do płota.
Z. w międzyczasie naszych na zastodole przekierował, żeby nie spuściły Białej powitalnego łomotu (na czołowego agresora było przeze mnie typowane Siwe ;-)
Biała przez nasze zagracone podwórko (odwieczna budowa) przeszła dzielnie, gałując intensywnie wokół. Nasi porozdziawiali gęby ze zdziwienia, a Huc nawet na górkę wlazł, żeby lepiej widzieć, co się wyrabia... ;-)
Postałyśmy chwilę z Białą na małej kwaterze pod kasztanowcem i poszłyśmy na Heniowe łąki. Nastąpiły noski-noski z Heniem i zbiorowy obchód okolicy. Zbiorowy, bo Heniu się do nas nieco przykleił towarzyszył.

 photo P1020075_zps5ac81736.jpg

 photo P1020098_zps549e9a6d.jpg

 photo P1020097_zpsbbf33bdc.jpg

 photo P1020095_zpsc789f059.jpg

 photo P1020085_zps3ca5e664.jpg

 photo P1020058_zps34ae03ba.jpg

Pokazałam Białej kilka obiektów na placu do jazdy; każdym się zainteresowała, dotknęła nosem... Lewopółkulowiec jak nic ;-) Ponieważ Heniu sprawował się bardzo należycie (a kiedyś podobno był izolowany od stada z powodu agresji wobec innych zwierząt ;-) puściłam Białą ze sznurka, ale nie odchodziłam, bo nasi się za drągami pucowali (co to?? co to?? kto to?? kto to??) i kombinowali, jak by się tu zintegrować, czyli na łąki-padoki przedostać...

 photo P1020066_zpsea83d40c.jpg

 photo P1020067_zps9b25293e.jpg
piękny opossition reflex, póki co ;-)

 photo P1020070_zpsb843f68e.jpg
...tylko nie myśl sobie, że ja łatwa jestem ;-)

W końcu jednak stóg siana zwyciężył i tylko Huc co i raz zerkał w kierunku nowej samicy (on z tych kochliwych wałachów, co to myślą, że są ogierem ;-)
Biała trochę pospacerowała wzdłuż ogrodzenia, trochę poprzyglądała się naszym, którzy zaraz przylecili pod drągi i usiłowali nawiązać bliższe stosunki; odegnałam Siwe i Fiśka, bo to najwięksi wichrzyciele, Hucowi pozwoliłam łaskawie ponoskować chwilę z Białą. Huc zaraz jednak wrócił do siana, bo nowa po wstępnym rozpoznaniu terenu zaraz dołączyła do Henia drzemiącego pod wiatą. Heniu niby kumpel i zadowolony z nowego towarzystwa, ale uszy kładł i wyraźnie dawał do zrozumienia, kto pod wiatą rządzi pod nieobecność Siwej ;-)
Biała początkowo sympatyczna w obejściu (niepewna, bo nowe miejsce), dość szybko powróciła do swojej normy, czyli bycia niemiłą, od czasu do czasu ćwiczyłyśmy więc podchodzenie-podrapanie-odchodzenie. Nie było najgorzej, choć za każdym razem musiała Biała trochę energiczniej pospacerować zanim zdecydowała, że spokojne stanie, gdy podchodzę, o wiele bardziej się jej opłaca i nie wymaga wydatkowania energii ;-)

Sobota: Z. doniósł, że Biała po raz pierwszy sama do niego podeszła i to z miłym wyrazem twarzy :-)

Arabka - spotkanie nr 3 (historia w obrazach)

Cooming soon, bo się aparat cuś zaciął i zdjęć nie chce dać zgrać...
...więc proszę - jak kto ciekawy - tu zaglądać, bo zdjęcia w końcu się kiedyś pojawią ;-)

I oto nadszedł ten dzień... Zdjęcia wstawiam... ;-)

 photo P1010469_zps43caf9d3.jpg
Biały azyl w domku dla kóz

 photo P1010518_zps6ae6d0ad.jpg
Who moves who (1/2)

 photo P1010521_zps0195cbc0.jpg
Who moves who (2/2)

 photo P1010657_zpsd12dd707.jpg

 photo P1010567_zps01b4da41.jpg

 photo P1010659_zps04c46e08.jpg

 photo P1010618_zps50186496.jpg

 photo P1010609_zps7159a034.jpg

 photo P1010590_zps378c0cde.jpg

 photo P1010591_zps7af0b880.jpg

 photo P1010639_zps230b8140.jpg


środa, 24 lipca 2013

Niebawem...

...może się zacząć dziać... Przeprowadzka arabki do Gawłowa wstępnie umówiona na piątek...
A tak poza tym, to od poniedziałku wróciłam do biura i kwitnę 8 h. za biurkiem... Feeee :-(((

Up-date: przewoźnik w piątek może po południu, a ja mogę tylko rano. Czyli inicjatywa przeniesiona na po weekendzie.

Na pocieszenie: my z Kazikiem w czasie wariacji:

 photo b4741f23-125a-4e87-af90-8fa6a4439891_zpse0f5c554.jpg

poniedziałek, 15 lipca 2013

Są zakwasy...

...a jakże! I to po-jeździeckie ;-)

W sobotę robota wyjątkowo mi się nie kleiła. Niestety, sama niewiele jestem w stanie fizycznie zdziałać, kręgosłup tak mi doskwiera, że przedostatnio-sobotnie sprzątanie padoków czułam przez cały tydzień... I to tak niezdrowo, bo nie mięśnie, ale szkielet czuję... Dość nietypowe to i niepokojące... Chyba po powrocie do pracy do jakiegoś lekarza się w końcu wybiorę...

...w tę sobotę, przy okazji wietrzenia siodeł (2 zostały na wsi, 4 pojechały do miejskiego domu...) spontanicznie wpadłam na pomysł, żeby wsiąść na tego, co to z niego blisko do ziemi... Bliski ziemi pod siodłem chodził ostatnio z rok temu i to pod narybkami, czyli było to chodzenie Bliskiemu ziemi bardzo nienawistne. I w ogóle nic nie robił przez ostatni rok, tylko gębę napychał i wydalał...
Byłam ciekawa, jak będzie i czy w ogóle będzie, bo gdyby Bliski ziemi oponował, raczej bym nie wsiadała, bacząc na moją fizyczną bylejakość...
Bliski mnie zaskoczył. Jakby nic innego ostatnio nie robił, tylko trenował. Siodłanie pod stajnią. Samotnie, konie gdzieś, za widnokręgiem... Żadnych fochów, ot skubnięcie trawy, ale na uniesienie liny (do cofania) głowa poszła do góry i już tak została...
Z ziemi parę razy uszy się położyły, ale to u Bliskiego normalka; nie lubi, jak mu się każe dynamiczniej, czyli zmian kierunków w kłusie (przy okrążaniu) nie lubi i nie lubi szybkich zatrzymań z cofaniem (przy stick to me). I paru innych rzeczy też nie lubi ;-)
...Ogłowie musiałam spreparować z liny 3,7 m. za czym nie przepadam, bo to nieprecyzyjne narzędzie komunikacji a zamotanie pod szczęką u bliskiego ziemi urasta do rozmiarów piłki do koszykówki niemalże (bo bliski ziemi jest tez krótko-szyjny, czyli wodze odpowiednio krótkie muszą być)... A wszystko przez to, że w ferworze wywożenia sprzętu wywiozłam wszystkie ogłowia, side-pulle, hackamore...Ostał się ino bosal, ale nie przepadam za nim, bo ma gryzące wodze. Znaczy z końskiego włosa plecione ;-)

Wsiąść udało mi się z ziemi (blisko do ziemi ma tę zaletę, że nogi wysoko zadzierać nie trzeba ;-), cieleśnie nigdzie mi nie strzyknęło, czyli good :-) A w siodle całkiem fajnie; też mi nie strzykało, czyli terapeutycznie jeździć czas by zacząć ;-)
15 minut popylaliśmy po placu, głównie stępem, ale parę nawrotów kłusa też było. Całkiem, całkiem sterownie, mimo, że z reguły jeździmy na side-pullu a nie na jakiejś prowizorce ukręconej z liny ;-) No ale trzeba też oddać sprawiedliwość małemu, że mały od dosiadu całkiem ładnie chodzi (jak chce oczywiście ;-) więc niekoniecznie trzeba wodzami go sterować....
Oczywiście ukochaną komendą małego nieodmiennie jest WHOA! oraz cofanie a także żwawy kłus w kierunku wiaty (co zwiastuje koniec jazdy, bo koło wiaty wraca się na podwórko, gdzie zazwyczaj zdejmujemy siodło). Oraz nagły stop przy kostce przeszkodowej (powiedziałaś WHOA! zdaje się?) - tamże zazwyczaj zsiadały narybki :-) Mały jest fajny :-) A jaką ma pamięć...!
W nagrodę spacer za bramę - na pasienie. Nie wierzył, że spotkało go TAKIE szczęście... Że to nie Siwe, ale mały niepozorny, pękaty ON... Oczywiście od razu jesteśmy przyjaciółmi od serca ;-))) Odczepić się nie chciał, gdy go odprowadziłam do koni :-)

No. I po takich nędznych 15 minutach w siodle mam zakwasy... Pięknie się prezentuję, nie ma co...

niedziela, 7 lipca 2013

Nasi

No właśnie. Bo o naszych to ostatnio jakoś tak niewiele tu się donisi... Tylko biała i biała... ;-) Nasi mają się dobrze; nie ma więc za bardzo o czym pisać ;-)
Co wpadnę na wieś, mam ambitny plan na kogoś wsiąść. Na kogoś, znaczy na Huca, bo najbliżej do ziemi (jedno z moich ulubionych sformułowań ;-)
A tak na poważnie - mam duże problemy z kręgosłupem oraz lewą połową ciała (głównie z lewą miednicą) i chciałabym sprawdzić, bez konieczności ekstremalnych wygibasów, czyli ładowania się na wyższego konia, czy aby jazda konna by mnie trochę nie zrehabilitowała. Jednak, co wpadnę na Gawłowo, łapię sie za jakąś robotę i finalnie albo nie mam już siły nikogo siodłać, albo czasu brakuje, bo zaraz muszę gnać na pociąg... Na domiar złego za 2 tygodnie wracam za biurko (!!!!!!!!!), co napawa mnie dodatkowym pesymizmem....
Durna ja, bo powinnam się cieszyć, że w dobie tego, co się dzieje dookoła, mam niezłą pracę, a co za tym idzie, kasę na zwierzaki a raczej na rozmiaite niezbędne dla nich duperelki ;-)

No ale ad rem:
...nasi wypsikani dwukrotnie czarną absorbiną (środa - sobota); pierwszy sezon psikania, gdy Siwe (w środę) samo podeszło i ustawiło się w kolejce!! Zazwyczaj zaczynam od Huca, potem Fisio, Siwe a na końcu Henio, czyli wedle końskiej trudności w aplikacji psikacza.
Trudność jest obecnie słówkiem nieco wyolbrzymionym - najtrudniejszy, czyli Heniu, przy psiakaniu nawet głowy znad siana nie raczył podnieść ;-)
...Siwe już przy psikaniu Huca podeszło i wyczekiwało. Poszło więc, jako druga, zwłaszcza że Fisio rywalizował z Heńkiem w konkurencji: kto więcej siana do gęby napcha i szybciej przełknie ;-)

Wczoraj, przy okazji psiakania, małe ćwiczonko: każdy koń na linę, od stada, na środek łąki (stado niewidoczne, pod wiatą podwórkową), a w drodze na ów środek travelling circling game, zmiany kierunku i króciutki C-pattern. W kłusie, choć Huc palnął parę foule*, bo go Coca-bullgoda zachęciła w trakcie. Heniu tylko w stępie - dziadek ma fory; jak nie chce szybszym chodem, nie zmuszam.

Reprymendę w czasie psikania tylko Fisiu otrzymał, bo w trakcie (lina na ziemi) ruszył se opieszale dwa małe kroczki sprawdzając, czy może już skończyłam i do koni, na łąkę, puszczę... Bo one tam jedzą...
Tak, tu nam trochę dyscyplina padła, ale generalnie konie, jak na wielomiesięczną przerwę w czymkolwiek (oprócz jedzenia i wydalania) super...

* Huc się, od jakiegoś czasu, rozkręcił, tak na marginesie. Jak na LBI bardzo współpracujący i energiczny; do kłusa nie trzeba go szczególnie zachęcać, na przywołanie rusza z łąki jako pierwszy (! detronizacja Fiśka!) i przylatuje kłusem :-)



czwartek, 4 lipca 2013

Arabka - spotkanie nr 3

Wczoraj. Tym razem spotkanie czysto zadaniowe - pod hasłem odrobaczanie. I znowu inne okoliczności przyrody.
Biała się skaleczyła, siedzi więc z zaleceniem ograniczenia ruchu w małej zagrodzie z domkiem dla kóz, czyli stajence wolnowybiegowej. Czyli powinno być jakoby łatwiej, bo czynnik łapanki (vel catching game) odpada. Położę tu jednaj nacisk na słówko jakoby... ;-)
Drzwi stajenki otwarte, w drzwiach zasłony fajnie zacieniające i częściowo chroniące przed owadami (owady w tym roku ekstremalne; obecnie atakują jusznice). Biała stoi w środku i lustruje otoczenie. I pięknie. Tyle, że stajenka stała się jej bastionem, którego broni zawzięcie, strzelając bardzo groźne miny. Uszy płasko, bardzo płasko, jeszcze bardziej płasko niż przy pierwszym naszym spotkaniu...

...mogłam oczywiście wkroczyć śmiało do stajenki i kantar założyć. Koń przecież obyty*, eks-sportowy, więc obsługa przez człowieka mu niestraszna...
Wybrałam jednak metodę przybliżania & oddalania. Z dwóch (co najmniej) powodów:
- po pierwsze: celem mojej z białą interakcji ma być wywrócenie jej, bardzo niepochlebnego,  światopoglądu na temat ludzi. Wywrócenia do góry nogami ;-) Więc nijak ma się tu podejście na chama i kupą mości panowie; ostatecznie to jej teren a nie mój, więc ma prawo być niezadowolona, gdy go ktoś obcesowo, nie pytając o pozwolenie, narusza.
- po drugie: stajenka-bastion na tyle mała, że gdyby biała postanowiła zaatakować, nie bardzo miałabym miejsce na wykonanie jakiegokolwiek manewru.

* przepraszam, nie mogłam sobie darować tej drobnej kąśliwości. To a propos malutkiej przepychanki słownej na faceebooku w temacie białej ;-) Obycie tym się objawia, że owszem, przy koniu wszystko da się zrobić, tyle, że koń - póki co - żadnej z tych czynności nie akceptuje...

Przybliżanie i oddalanie polegało na rozłożeniu wkroczenia do bastionu na czynniki pierwsze; najpierw stałam przed stajenką i tylko głowę wkładałam do środka; potem to samo - stojąc w progu, potem krok za progiem... Za każdym razem ta sama sekwencja białych zachowań: uszy bardzo płasko, nos zmarszczony, postawa mocno alarmowa, ustawianie się w kącie, z głową przy ścianie, ale bez grożenia zadem (wyglądało to raczej na strach). Co większe groźby pod moim adresem kwitowałam klepnięciem się w udo, cmokiem lub uderzeniem po sobie liną. Co ciekawe, biała - zamiast wbić się głębiej w kąt boksu - odwracała się wtedy ku mnie z zaciekawieniem i uszami na wprost. Przy każdym podejściu wyciągałam rękę, dawałam do powąchania, i gdy mina była w miarę zadowalająca, wycofywałam się. W sumie trwało to może z 15 minut, ale udało się kantarek w bastionie założyć z notą w miarę pozytywną. Znaczy częściowe pozwolenie na przebywanie w jej boksie od białej uzyskałam ;-)
Na zewnątrz kilkanaście minut stacjonarnych ćwiczeń, po jednym kroczku na każdą stronę: odangażowanie zadu, przestawianie przodu, cofanie - wszystko od sugestii. Biała bardzo wysubtelniała w reakcjach, muszę przyznać, w stosunku do naszych dwóch poprzednich sesji. Reagowała na niskie fazy; raz tylko doszło do lekkiego kontaktu z szyją, gdy nie chciała przestawić przodu, co przyjęła spokojnie i bez paniki ustępując.
Mając jako-taką bazę, przeszłam do meritum.
Najpierw odwrażliwianie na tubo-strzykawkę. Manewrów oporowych ze strony konia bardzo mało; drapanie szyi, głowy, okolic oczu czy pyska - bez sprzeciwu. Ale podanie tuby do powąchania wywołało mega-ożywienie. W porównaniu jednak z niegdysiejszymi reakcjami Siwej, było to wielkie nic ;-)
Zanim odrobaczanie, pobawiłam się chwilę z pyskiem (friendly z wargami, kącikami ust i płytkim wnętrzem). Tak spiętego końskiego pyska i sztywnych warg jeszcze nie spotkałam... A co ciekawe: taka reakcja występuje tylko przy kontakcie pyska z ręką; kontakt z tubo-strzykawką został przyjęty bez nadwrazliwości. Dość szybko poczyniłyśmy jednak z ręką pewne postępy, ale sporo pracy przed nami...
Samo odrobaczanie natomiast - bezproblemowe. Żadnego międlenia, sprzeciwiania się, czy próby wyplucia wstrzyku.
Na koniec jeszcze diagnostyczne podnoszenie przednich nóg, celem sprawdzenia reakcji oraz oceny stanu kopyt od spodu (bo, że z zewnątrz fatalne, to widać z baaardzo daleka...) Nogi podały się właściwie same. Widać, że koń wyszkolony ;-)
A z ciekawostek: biała od czasu do czasu próbuje wykorzystać przeciwko człowiekowi sztuczkę z zadzieraniem głowy. Ponieważ nie jest, jak to arab, zbyt wysoka, nie robi to na mnie dużego wrażenia ;-) Wrażenie zrobiło na mnie natomiast to, że przytrzymywana w górze (bardziej w górze niż w górze) nic z sobie z tego nie robi; po prostu stoi i głowę bardziej w górze trzyma. Ja wiem, że nic nie trwa dłużej, niż 2 dni, no ale ile można! Aż mnie prawie skurcz złapał ;-)))
I tak sobie pomyślałam: kurka, a że może to nie jest wcale dla niej niewygoda?? ;-)
A może ona jest tak bardzo dobrze wyszkolona, że wszystko zniesie..??? ;-)
No. Mam o czym myśleć aż do następnego razu :-)

A foty obrazujące - niebawem. Bo są, tyle, że znów w aparacie...